Dodaj link do tego mBloga do serwisu Startowy.comDodaj kanał RSS do serwisu Startowy.comRSS
mblog.pl
dzikisex.mblog.pl
Pożądanie w szkolnej ławie
2009-12-09 | 18:54:30
autor: dzikisex | skomentuj (0)
Znowu na mnie patrzył. Ostro, władczo, błyszczącymi oczami. Mroczny błysk w jego czarnych oczach nie wróżył nic dobrego. I ten uśmiech... Edyta, OCKNIJ SIĘ! To twój nauczyciel! - Pytałem cię o coś, Młynarska. Zupełnie nieprzytomna zamrugałam gwałtownie, budząc się z odrętwienia. - T... Tak? - wykrztusiłam z trudem. - Pytałem, czy nie wdychałaś dzisiaj czegoś więcej niż świeże powietrze, ale odpowiedź nasuwa się sama. - Jego głos dźgnął mnie w bębenki. Ironia zakłuła mnie w serce. Klasa nawet nie zaszemrała. - Skoro tak lubisz odpływać, to w ramach dodatkowej pracy domowej z geografii opiszesz mi na jakim kontynencie rośnie marihuana oraz w jakich warunkach należy ją hodować. Jeżeli nie dostanę tej pracy na jutrzejszej lekcji, poniesiesz tego dość przykre konsekwencje. W tej samej chwili rozległ się dzwonek na przerwę. - Edyta, rusz dupę, kretynko! - W prawe ucho wbił mi się szept Gaby, mojej najlepszej przyjaciółki i po chwili zostałam wyciągnięta na korytarz. - Dziewczyno, ocknij się! - Drobna blondynka pchnęła mnie na ścianę i uderzyła dość mocno w policzek. Teraz dopiero wróciłam do świata żywych. - Gaba... - złapałam się za piekącą twarz i spojrzałam na nią z wyrzutem. - Uprzejmie informuję cię, że znowu straciłaś kontakt ze światem i dorobiłaś się referatu! Oczy mi się zaokrągliły. - Ja... Jak to? - Na litość boską... Całą lekcję wpatrywałaś się w Kilim jak w posąg greckiego boga, przy czym omal się nie obśliniłaś jak dziecko specjalnej troski! Wylecz się z tej beznadziejnej miłości, bo inaczej zginiesz! Cztery razy zwracał ci uwagę, a ty dopiero za czwartym zareagowałaś! Pochyliłam głowę. Znowu. Nie ma nic gorszego niż ogólniak. W tej samej chwili z sali wyszedł Kilim i spojrzał na nas z odrazą. - Młynarska, zapamiętałaś temat pracy, czy może zapisać ci go drukowanymi literami? - zapytał ironicznie, świdrując mnie wzrokiem. - Zapamiętałam - wykrztusiłam, czując, że miękną mi kolana i serce zaczyna walić. - W takim razie gratuluję, mam nadzieję, że Matka Natura zbyt szybko cię nie opuści - nauczyciel odwrócił się i odszedł, odprowadzany moim psim wzrokiem. - Co ty widzisz w takim skurwielu? - Gaba pokręciła z niedowierzaniem głową i spojrzała na mnie zrezygnowana. - Przecież to podłe... Nie wiem co w nim widzę, ale chyba coś widzę, bo kiedy tylko pojawia się na horyzoncie, zamieniam się w płynną galaretkę. Jego wzrok przyprawia mnie o palpitacje serca a głos sprawia, że robię się zawstydzająco wilgotna tu i ówdzie. Ile to już trwa... Trzy miesiące. Zakochałam się w skurwielowatym geografie. - Może i skurwiel, ale tak bardzo bym chciała, żeby mnie przerżnął... - poprawiłam torbę na ramieniu i ruszyłam za blondynką do sali od historii. - Nawet mi o tym nie mów. Wygląda jak ten cały Snape z Pottera. Bue. Ubiera się na czarno, nie myje włosów i zabija tak spojrzeniem jak i tekstami. Przecież to chamstwo - Gabrysia skrzywiła się z obrzydzeniem. - Jeszcze mu tylko czarnej peleryny brakuje. Nic nie powiedziałam. Nie chciałam jej mówić o tym, że każdego wieczora masturbuję się, myśląc o Robercie, bo tak ma na imię Kilim. I że za każdym razem osiągam niesamowity orgazm. Boże, móc chociaż raz doznać tej rozkoszy... Referat pisałam aż do północy. Starałam się nie myśleć o tym jako karze, wyobrażałam sobie jak z uśmiechem podchodzę do niego, podaję mu pracę, pochylając się nad biurkiem i we wcięciu bluzki pokazując mu skrawek piersi, po czym on przyciąga mnie do siebie i kąsa w szyję... Tu moje fantazje się skończyły, bo zasnęłam nad kartką ze skończoną pracą. Obudził mnie budzik i spazm przerażenia. Dzisiaj pierwsza geografia! Błyskawicznie zebrałam wszystko co mi potrzebne do budy i stanęłam jeszcze przed lustrem. Czarne loki rozczesałam wilgotnym grzebykiem i z boku wpięłam srebrną spinkę. Do tego wymięty t-shirt i byle jakie spodnie. - Nie mogę mu się tak pokazać! Idiotka z ciebie, dobrze wiesz, że jesteś dla niego tylko smarkatą kretynką, która lampi się na niego jak w obraz, przestań zachowywać się jak dzieciak... Mimo to poleciałam do szafy i wyjęłam z niej białą bluzkę zapinaną na srebrne guziczki. Założyłam ją na siebie. Była już ciut za mała i guziki ledwie się trzymały na moim obfitym biuście, tak więc aby się nie urwały rozpięłam dwa pod szyją. W lustrze zauważyłam, że widać mi kawałek rowka między podtrzymywanymi przez stanik piersiami i uśmiechnęłam się promiennie. O taki efekt mi chodziło! Pogrzebałam jeszcze chwilę w szafie i wyciągnęłam z niej ciut przymałe dżinsy, które po założeniu ciasno opięły mi się na zgrabnej pupie. Okay, będzie trochę ciężko chodzić i strach usiąść... ale przynajmniej będę wyglądać seksownie. Złapałam szybko torbę i wybiegłam z domu. - Edyyyytaaa... Ładne cycki, dla kogo się tak wystroiłaś? - Ledwie weszłam do szatni, a już otaksowała mnie wzrokiem znaczna część męskiej populacji klasowej. Spojrzałam na nich z pogardą. Pryszczate szesnastoletnie wyrostki, umysłowo na poziomie trzynastolatków. Nie umywają się do Severusa. - No pokaż nam swoje balony, nie wstydź się, ocenimy, czy spodobają się Snape`owi! - Z ławki pod oknem podniósł się Grzesiek Leszczyński, największy kafar w naszej klasie. Łapy to on ma wielkości zeszytów A5. Zmroziło mnie. - Odsuń się! Bo zacznę wrzeszczeć i narobię ci przypału! - odskoczyłam do tyłu, zasłaniając się torbą. Grzesiek zarechotał obleśnie, zachęcony okrzykami tych neandertalczyków, którzy za nim siedzieli. - Poza tym to nie dla Klimko. - Krew odpłynęła mi z twarzy, zrobiło mi się słabo. Kurwa, czy wszyscy już o tym wiedzieli?! Na szczęście zadzwonił dzwonek na lekcję i uwolnił mnie przed wielkim kretynem. Po drodze panicznie planowałam, jak sprawić, żeby Robert zobaczył chociaż kawałek mojego dekoltu. Jednocześnie gwałtownie poprawiałam pasek torby przewieszonej przez głowę. Ze strachem zauważyłam, że prawie wszyscy zdążyli już wejść do środka. Szlag! Przyspieszyłam i z rozpędu wpadłam do sali, prawie potykając się o własne nogi. I w tej samej chwili pasek od torby szarpnął za dwa najwyższe guziki, które z cichym brzękiem potoczyły się po podłodze. W ciszy jaka zapadała zawsze przy wchodzeniu do klasy Severusa brzęk ten zabrzmiał jak wystrzały z pistoletu. Pisnęłam cicho i rzuciłam się na podłogę w ich poszukiwaniu, jednocześnie czując na sobie wzrok wszystkich kolegów w klasie. Poczułam jak czerwienieję jak burak, jedną ręką zakrywałam dekolt, który powiększył się aż za bardzo - tak, że widać było nie tylko kawałek rowka, ale i koronkowy stanik podtrzymujący mój biust. Cholera, cholera, CHOLERA! W tej samej chwili, kiedy dostrzegłam drugi guzik tuż przy biurku nauczyciela, omal nie zderzyłam się nosem z nogami ubranymi w czarne spodnie i czarne wypastowane buty. Nogi zgięły się w kolanach i męska dłoń podniosła moją własność. Serce zaczęło tłuc mi się tak niemiłosiernie, że aż zaczęło boleć. - To twoje, Młynarska? - Zimny głos Kilima odebrał mi resztki świadomości, spojrzałam w górę i napotkałam lodowate czarne oczy nauczyciela, w których natychmiast się zatraciłam. Na jego usta wypłynął pokrętny uśmieszek. - Jak chcesz, mogę dać ci teraz igłę i nitkę, przyszyjesz sobie guziczki. Boże, to by oznaczało, że musiałabym zdjąć z siebie bluzkę i w samym staniku przyszywać te pieprzone guziki! A siedzę w pierwszej ławce przed jego biurkiem! - Ja... och... - Spróbowałam się podnieść, jednocześnie zakładając torbę na ramię i próbując zasłonić odsłonięty dekolt wraz z jego zawartością. - Ja... Nie trzeba... - wydusiłam, chociaż moje wnętrze szalało i wrzeszczało „TAAAK! ZGÓDŹ SIĘ, KRETYNKO!”. Co cię obchodzi, że cała klasa zobaczy jaką bieliznę nosisz? On będzie widział twoje piersi w całej okazałości! - Nie... Ja dam sobie radę... - Jak uważasz. Swoją drogą... - zaczął, ale zawiesił głos i nie skończył. - Siadaj do ławki. Pracę masz? Zadał pytanie niespodziewanie i zupełnie wytrącił mnie nim z równowagi. Zdębiałam i przez chwilę zapomniałam języka w gębie. Po chwili udało mi się zrozumieć sens jego słów. - Ta... tak - odparłam cicho, zasłaniając się cnotliwie bluzką. - Chcę ją widzieć na swoim biurku po lekcji. - Severus spojrzał na mnie zimno, ale w jego oczach widziałam jakiś dziwny poblask, jakby coś knuł. Pokiwałam głową i usiadłam na swoim miejscu, zasłaniając się jak się da. - Wyjmijcie atlasy, powtórzymy ostatni temat. Na następnej lekcji zrobię wam kinder suprise w postaci klasówki. Nikt nie jęknął - nikt jeszcze nie był samobójcą. Zabraliśmy się do pracy. Nawiasem mówiąc, było mi strasznie niewygodnie. Jedną ręką zasłaniałam biust brzegami przyciasnej bluzeczki, drugą manewrowałam przy kartkach atlasu. Nawet nie zauważyłam jak Robert usiadł za biurkiem i wpatrzył się we mnie intensywnie. Aż podskoczyłam, kiedy usłyszałam jego cichy i chłodny głos: - Młynarska, praca. Zalękniona podniosłam wzrok wprost na niego i spojrzałam profesorowi prosto w oczy. I to był potężny błąd. Bo natychmiast utonęłam w czarnym zimnym spojrzeniu. Z wrażenia otworzyłam usta, niezgrabnie poruszyłam ręką i zwaliłam atlas na ziemię. Wyobraźnia niczym lokaj na srebrnej tacy podsunęła mi przed oczy wizję gorących dłoni Severusa, błądzących po moim chłodnym, spragnionym jego dotyku ciele, chciwe, jadowite usta nauczyciela, wpite w moje wargi, przygryzające je aż do krwi, gorący oddech przesuwający się po moim uchu i szyi, czarne, długie do ramion włosy muskające moje policzki... Wzrok momentalnie mi się zamglił. Poczułam jak robię się niepokojąco wilgotna. Nie, nie wilgotna. Mokra. Piekący ból w policzku sprawił, że spadłam z chmur prosto na beton. Severus wychylał się do przodu. Jak przez mgłę zauważyłam, że rozciera sobie dłoń i dopiero się zorientowałam, że znowu odpłynęłam. - Dostanę wreszcie tą pracę, czy mam cię zatłuc, do cholery?! - Aż podskoczyłam, słysząc ostre warknięcie Roberta. Nauczyciel wpił we mnie straszne spojrzenie i wstał zza biurka, podchodząc z mojej prawej strony. Spojrzałam na niego spłoszona i zarazem zafascynowana. W tej chwili Snape przypominał mi arystokratycznego wampira, robiącego podchody do swojej ofiary. Błyskawicznie zaczęłam przegrzebywać torbę w poszukiwaniu kartki z tekstem. Robert w tym czasie powoli podniósł atlas z podłogi. - Masz, czy nie? Krew zamieniła mi się w stężoną galaretkę, dopiero co wyjętą z lodówki. Pracy nie było. Rzuciłam się jak pantera na torbę i zaczęłam ją sukcesywnie przetrząsać. - Ja... ja ją zrobiłam, ale... ja ją mam, ale... - jąkałam się, przerażona i osaczona jak zając na polowaniu. ŁUP! Aż pisnęłam i podskoczyłam, kiedy nauczyciel z całej siły trzasnął atlasem o blat mojej ławki. Obejrzałam się. I omal nie odpłynęłam do lepszego ze światów. Twarz Severusa była nienaturalnie blisko mojej. Mężczyzna zmrużył niebezpiecznie oczy, co sprawiło, że po prostu... - Zostaniesz po lekcjach. - Jego głos był tak jadowity, że niech się kobra w krzaki schowa. Zamarłam. Nawet nie zauważyłam, że Kilim po chwili odszedł ode mnie, podchodząc do tablicy i zaczynając omawianie tematu. *************************************************** Z sali wyszłam na zupełnie miękkich nogach, z mrożonym kisielem zamiast krwi i wodą zamiast mózgu. Na twarzy musiałam mieć wyraz niezłego szoku, bo Leszczyński coś szepnął swojemu przydupasowi Markowi Kycowskiemu i obaj zarechotali obleśnie, oglądając się za mną. W ostatniej chwili zauważyłam, że Leszczyński wykonuje dziwny gest, jakby chciał mi... - O Boże, nieźle się wkopałaś, dziecino - Gabryśka zarzuciła sobie torbę na ramię, uwalniając blond loczki spod paska. - Coś mi się widzi, że cało nie wyjdziesz z tej opresji... - Zależy jeszcze o czym mówimy. Czy o mojej rozpierdzielonej bluzce, czy o tym, że nie mam pracy i po lekcjach zamiast biec do chałupy się przebrać, w takim stroju pójdę na męki do Klimko - odparłam ponuro. Serce waliło mi niemiłosiernie, musiałam się hiperwentylować, żeby móc dostarczać tlen do organizmu. - Powiedzmy, że mówiłam też o tym, jak Leszczyński i Kycowski się na ciebie lampią, a nie jest to dobry znak. Zwłaszcza że najwyraźniej upodobali sobie twoje cycki. - Od jutra będę chodzić w golfach i barchanach - zaczęłam pomstować na rozszalałe nastoletnie hormony. Zobaczą kawałek i już im staje, idioci skończeni. - Od jutra może i tak, ale dzisiaj jest dzisiaj. Możesz nie dojść z cnotą do szatni a co dopiero do domu - Gabryśka uniosła obie brwi, a ja poczułam się niepewnie. - Życzę sobie widzieć cię punkt piętnasta, Bielecka. Na moim zapleczu - jadowity głos wsączył mi się do lewego ucha, owiewając je gorącym oddechem i wypełniając mój organizm trucizną i sprawiając, że zmiękły mi kolana. Sen się skończył, gdy zobaczyłam plecy nauczyciela i jego ostre spojrzenie rzucone mi przez ramię. Na matmie nie uważałam już w ogóle. Serce waliło mi non stop tak mocno, że aż bolały mnie płuca, a w głowie tłukły mi się jadowite słowa Severusa, - Anika, zapraszam cię do tablicy! Z upojnych marzeń wyrwał mnie głos matematyka. No i przylufiłam, na co cała klasa zaniosła się dzikim śmiechem. Banda Brutusów. Godzina piętnasta zbliżała się nieuchronnie z każdą minutą. Sama nie wiedziałam co czuję i nieco bałam się tego szlabanu, ale adrenalina buzowała mi w żyłach, dodając odwagi. Na polskim facet zainteresował się moją bluzką i zaproponował mi, że da mi swoją, na co klasa omal nie padła ze śmiechu, ale grzecznie podziękowałam za ten przywilej. Wyszłabym na kujona albo lizusa, a to by oznaczało towarzyskie samobójstwo. Tuż przed piętnastą byłam już jednym wielkim kłębem nerwów. Drżałam ze strachu i podniecenia, oddychałam tak ciężko, że piersi tylko mi falowały, co Leszczyński wykorzystywał w pełni, siadając w takim miejscu, żeby tylko mieć na nie dobry, wręcz panoramiczny widok. Obleśny kretyn. Wreszcie ostatni angielski dobiegł końca i z łomotem pikawy pożegnałam się z Gabą. Przed oczami na przemian robiło mi się ciemno i jasno. - Na pewno czujesz się dobrze? - zaniepokoiła się moja przyjaciółka. - Może poczekać na ciebie? - Nie, nie czekaj, bo cię zjedzą w domu - udało mi się wyartykułować i pożegnawszy się z nią buziakiem w policzek ruszyłam na samą górę do sali geograficznej. Nie zauważyłam nic szczególnego. Pod klasą już ledwie żyłam, jedną nogą byłam w grobie. Zapukałam cicho i już miałam się wycofać, kiedy usłyszałam głośne „Proszę wejść”. Teraz nie było już odwrotu. Past of Point of No Return... Anika, weź się w garść. Masz sny o potędze, idiotko. To zwykły szlaban, pewnie w sali już czeka masa uczniów, którzy coś przeskrobali, albo zapomnieli pracy domowej. Przytrzymując bluzkę weszłam do środka, jednocześnie starając się nie paść trupem. Zamknęłam powoli drzwi, z pieczołowitością unosząc na koniec klamkę, a kiedy się odwróciłam z wrażenia pisnęłam cienko, zdając sobie sprawę, że Kilim stoi dokładnie dwa kroki za mną. Jednym ruchem zamknął klasę na zasuwę i spojrzał na mnie z przerażającym spokojem. - Witam, Młynarska. Udało ci się nie spóźnić, a to już jakiś wyczyn. Nie oznacza to jednak, że kara będzie lżejsza. Tembr jego głosu przyprawił mnie o zawał i wzrost wilgoci w pewnych miejscach. Patrzył na mnie gorącym wzrokiem, mimo zimnego jak lód wyrazu twarzy. Czarne jedwabiste włosy opadały mu kurtyną na twarz, ręce założył na piersiach. Stał wyluzowany i taksował mnie wzrokiem. - Pod tablicę. Ale już. Tak się pospieszyłam, że plecak wypadł mi z rąk. - Prze-przepraszam... już t-to zbieram... - wydukałam, rzucając się do złośliwej rzeczy martwej. - Zostaw to i pod tablicę. Wykonałam polecenie, stając sztywno pod kawałem zielonej deski, międląc bluzkę w miejscu, gdzie powinny być guziki. - Bierz kredę do ręki i pisz - powiedział jedwabiście Severus, opierając się nonszalancko o stojące pośrodku nauczycielskie biurko. Nie śmiałam zaprotestować, ale była to przerażająca i podniecająca perspektywę sprawa. Nie mogłam pisać na tablicy z rozerwaną bluzką. Będę musiała ją puścić. - „Będę pamiętać o zadaniach domowych dla mojego nauczyciela geografii.” Pięćdziesiąt razy. Zagryzłam wargę i zaczęłam pisać. W tej samej chwili puściłam bluzkę i piersi w staniku stały się wyjątkowo widoczne. Zacisnęłam wargi, czując jak spodnie wbijają mi się w brzuch. „Będę... pamiętać... o zadaniach... domowych... dla mojego nauczyciela... geografii.” Jeszcze tylko czterdzieści dziewięć razy. Pisałam mechanicznie, ręka bolała mnie potwornie już po czwartym razie, ale nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Zatracałam się powoli w bólu i rutynie, aż nagle jęknęłam urywanie, kiedy poczułam jak Kilim wgryza mi się w szyję, łapiąc jednocześnie za obie piersi przez stanik. Wytrącił mi kredę z ręki i zerwał bluzkę, odwracając przodem do siebie. Władza w jego oczach, poczucie bycia jego własnością podnieciła mnie cholernie. - Co, mała prowokatorko? - wydyszał. - Chciałaś pokazać mi tylko kawałeczek szyjki? No to teraz pokażesz mi wszystko. Wpił się w moje usta, wypełniając je niesamowitą słodyczą i przyciskając do siebie. Jego zapach mnie oszałamiał, dotyk wprowadzał w trans. Jednym szarpnięciem ściągnął mi stanik i rzucił go na podłogę. Snape patrzył na moje piersi z niebezpiecznym uśmiechem. Błyskawicznie chwycił mnie za podbródek i okręcił tak, że przylegałam do niego plecami. Dłonie nauczyciela błądziły po całym moim ciele. Nie wierzyłam w to co się dzieje. Moje fantazje się spełniały. Jego gorące palce badały moje piersi, stawiając sutki na baczność. - Lubisz to, kochanie? - jego słodki, jadowity syk wdarł mi się do ucha, docierając przez podświadomość. - Taaak... - jęknęłam niekontrolowanie, błagając o więcej. - Od dawna miałem na ciebie ochotę, Młynarska. Taka słodka, taka niewinna... a tak naprawdę pewnie rżniesz się jak młoda suka... Zobaczymy, moja lady, co potrafisz, poza odpływaniem w erotyczne rejony marzeń sennych. Zaliczę cię na pewno, ale na ile... Wsunął dłoń pod moje spodnie, rozpinając automatycznie guzik i dostając się do mojej cipki. Odruchowo aż się cofnęłam biodrami, uderzając w jego biodra. Jego penis stał na baczność, uwierając mnie w pośladki. Stęknął, zaciskając zęby. Palcami poruszył przy mojej łechtaczce a ja wydałam nieartykułowany odgłos, czując gorące strumyki rozkoszy. Szarpnięciem drugiej ręki ściągnął mi za jednym zamachem spodnie i stringi. Zostałam w samych butach na obcasie. Odwrócił mnie brutalnie do siebie, przerywając pieszczoty i złapał za włosy, całując tak namiętnie, że łzy zakręciły mi się w oczach. - Kładź się na biurku, dziwko - warknął, pchając mnie na mebel. Uczyniłam to z dziką rozkoszą. Po chwili i on był bez ubrania. Złapał mnie mocno za lewą pierś i gryząc boleśnie w szyję wsunął dwa palce w moją cipkę. Zagryzłam wargę z bólu i jednoczesnej rozkoszy. Jego wspaniałe wargi krążyły po moim brzuchu, piersiach, podbrzuszu... - Nie... na brzuch, suko. Oparłam się o biurko brzuchem i piersiami, wypinając bezwstydnie pośladki w stronę Roberta. Gorącym kutasem przejechał po moim rozpalonym i mokrym skarbie i aż krzyknęłam, kiedy uderzył mnie w lewy pośladek. Mocno. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej, poczułam się jak mała, karcona dziewczynka. Drugi klaps sprawił, że jęknęłam orgazmistycznie i wypięłam się jeszcze bardziej, a sok popłynął mi po udzie. Rozchylił moje uda jeszcze bardziej, kciukami jeżdżąc pomiędzy wargami i podrażniając wejście jeszcze bardziej. - Będziesz już grzeczna? - Pytanie odebrało mi dech. - Nie - odparłam przekornie i zarobiłam kolejnego klapsa. - Będziesz? - odpływałam coraz bardziej, ale kolejne uderzenie mnie ocuciło. - Ty mała dziwko... Wbił się we mnie od tyłu, jednocześnie z moim przeciągłym krzykiem. Myślałam, że oszaleję. Chwycił mnie mocno za włosy i zakneblował dłonią usta, pieprząc ostro od tyłu. Pizdeczka coraz bardziej się rozjeżdżała, dawała rozkosz, stawała się niewiarygodnie mokra. Severus sam już niemal krzyczał, puścił moje włosy i teraz chwycił mnie mocno za biodra, dobijając się kutasem do końca, uderzając coraz mocniej i gryząc mnie w szyję. Już-już dochodziłam, kiedy wyszedł gwałtownie ze mnie i łapiąc mnie za włosy zmusił do klęknięcia przed sobą jak przed panem. Błyskawicznie wsadził mi penisa do ust, posuwając mnie rytmicznie coraz szybciej i coraz głębiej do gardła. Ja już pieściłam się sama, wkładając w mokrą cipkę cztery palce. Krzyczałam stłumionym głosem, aż wreszcie Severus w głośnym jęku doszedł i spuścił mi się w usta. Nie uroniłam ani kropli. Smakował słodko, jakby trochę miodem i ananasem. Usiadłam zmęczona na podłodze, z trudem łapiąc oddech. Nauczyciel oddychał ciężko, po czole spływała mu kropla potu. - Niby takie z ciebie niewiniątko, a pieprzysz się jak rasowa dziwka... - mruknął dychawicznie. - Ta dzisiejsza młodzież... Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. - Rozdziewiczyłeś mnie właśnie - udało mi się wyartykułować. - Uważaj, bo uwierzę. Ubieraj się, zaraz mogą tu wparadować woźne, a wtedy oboje leżymy i kwiczymy. Z ociąganiem wykonałam polecenie, żałując, że sen się skończył i... Pisnęłam, gdy Robert chwycił mnie za loki i postawił prosto. - Stwierdzam, że kara była za lekka. Chcę cię widzieć tu jutro o tej samej porze - powiedział jadowicie słodko. - Albo nie... zapraszam cię do mojego domu. Tam napiszesz cały referat od nowa. Szeroki uśmiech wypłynął mi na usta. - Tak, panie pro... MMMM... - zatonęłam w najbardziej zachłannym pocałunku mojego życia. - Tylko ubierz się stosowniej. Pończochy, szpilki i jakiś odpowiedni stanik. - wyszeptał mi władczo do ucha. Pozbierałam szybko swoje rzeczy i dygnęłam elegancko z promiennym uśmiechem. - Widzimy się jutro, Młynarska. Wyszłam z sali geograficznej nabuzowana wydarzeniami, które trwały mniej niż dwadzieścia minut. Wciąż czułam gorąco ciała Roberta, nogi mi drżały, oddychałam ciężko. Szybko zbiegłam po schodach na dwór i już miałam biec na przystanek, kiedy z impetem władowałam się na... Leszczyńskiego i Kycowskiego. - Dobrze ci było, kochanie? - Słowa Grześka podniosły mi adrenalinę we krwi. Jego obleśny uśmiech nie wróżył niczego dobrego. - Ja też mogę cię przeruchać w jakiejś pustej klasie? - Ja nie wiem o czym mówisz - głos mi zadrżał. - Nie wiesz? - Marek uniósł brwi i zaniósł się obrzydliwym śmiechem. - Nie spodziewałem się, że tak dobrze się rżniesz, kociaku. Cipka boli? Swoją drogą nie wiedziałem, że nasz geograf ma taką armatę zamiast fiuta. - Ja... Jaa... Nic na mnie nie macie. - zaskomlałam jak pies. Serce waliło mi niemiłosiernie i tym razem już nie z podniecenia a przerażenia. Jak to się wyda... - Och, bynajmniej. Mamy całkiem sporo materiału. Akurat, żeby wrzucić na pornotube i pochwalić się nim dyrekcji. - Leszczyński wyciągnął z kieszeni komórkę z aparatem. Wcisnął jakiś przycisk i... - Co, mała prowokatorko? Chciałaś pokazać mi tylko kawałeczek szyjki? No to teraz pokażesz mi wszystko. Słyszałam wszystko jak przez ścianę, przytłumione i jakby z echem. Szumiało mi w uszach i było autentycznie niedobrze. - Lubisz to, kochanie? - Taaak... - Od dawna miałem na ciebie ochotę, Młynarska. Taka słodka, taka niewinna... a tak naprawdę pewnie rżniesz się jak młoda suka... Zobaczymy, moja lady, co potrafisz, poza odpływaniem w erotyczne rejony marzeń sennych. Zaliczę cię na pewno, ale na ile... - Tyle chyba ci starczy na dowód - Leszczyński napawał się moim przerażeniem. Na policzki wypłynęły mi czerwone plamy strachu i wstydu. - Nie możecie... nie macie... - Ależ mamy, kochaniutka. Mamy o wiele więcej, niż ci się wydaje - zachichotał Kycowski. - Masz wybór, cnotko niewydymko. Albo będziesz nam regularnie dawać dupy tak jak nam się podoba, albo zostaniesz internetową gwiazdą porno. Po tych słowach Grzesiek rozłożył ramiona jak tatuś czekający na córeczkę. - Nie... Nie! - Chciałam odwrócić się i uciec do szkoły, z powrotem do Roberta, ale nawet nie zauważyłam, kiedy Marek stanął za mną, łapiąc mnie za nadgarstki i jednocześnie wytrącając mi plecak z rąk. - Zamknij buzię, piękna, bo ci ją osobiście zakleję - warknął Kycowski a ja wbrew ostrzeżeniu zaczęłam krzyczeć. Szybko zabrakło mi powietrza, kiedy Marek zakneblował mi swoją wielką ręką usta. Łzy autentycznego strachu popłynęły mi po policzkach. - Dobra, spieprzamy do szopy na tyły, zanim ktoś zobaczy, że coś nie halo. Zostałam brutalnie poprowadzona w stronę starej nieużywanej szopy woźnego, gdzie stała stara kanapa z portierni woźnych i masa gratów. Tutaj wiecznie trzecioklasiści jarali trawę i pili wódkę między lekcjami. Wepchnęli mnie do środka i zatrzasnęli drzwi. Błysnęła goła żarówka pod sufitem. - Ściągaj ciuszki, szmato - Leszczyński położył ręce na biodrach. Zasłoniłam się cnotliwie, cofając pod samą ścianę. - Już, bo się wkurwię! Nie wytrzymał i przyskoczył do mnie, zrywając ze mnie bluzkę i stanik, rozrywając delikatne haftki. - Puszczaj! Do akcji włączył się Kycowski, łapiąc mnie mocno za kark i przyginając boleśnie do przodu, jedną ręką rozpinając sobie rozporek. Panika zalała mnie całą, nie mogłam się ruszyć, czułam jak Grzesiek ściąga mi spodnie i stringi. - Ja pierdolę, jaka apetyczna dupcia! I ma śliczne ślady ręki naszego Snape`a. Czekaj, dziwko, zrobię ci tak dobrze, że będziesz błagać o więcej - wycedził, masując mi lewy, piekący jeszcze pośladek. Nagłe uderzenie sprawiło, że zakwiliłam i po policzkach popłynęły mi łzy. Trzasnął jeszcze raz. I jeszcze. Krzyknęłam ostro i w tej samej chwili omal nie udusiłam się wielkim, nabrzmiałym kutasem Marka. Cuchnął szczynami, zbierało mi się na wymioty. Palce drugiego agresora masowały mi wargi sromowe, rozmazywały sok. - Lubisz na ostro, co, kurwo? Na łóżko z nią. Jakimś cudem przeprowadzili mnie na zapadającą się kanapę, w stanie rozłożonym. Zmusili mnie do klęknięcia i wypięcia pośladków. - Ssij, suko - warknął Kycowski ruszając rytmicznie biodrami. Nagły dotyk języka na łechtaczce uwolnił mój zduszony krzyk rozkoszy. - Dobrze ci? Będzie jeszcze lepiej, zapewniam. - Szeroko nogi, piękna. Zaraz poczujesz prawdziwego kutasa w cipie. Nieporównywalny z Klimko. Penis Grześka naparł na moją pochwę i wciskając się w nią bardzo boleśnie. Jęknęłam i poruszyłam biodrami, starając się uwolnić. Jednocześnie zaczęłam odczuwać podniecenie, sama nie wiedziałam dlaczego. - Lubisz ruszać dupcią? No to proszę... Kutas Leszczyńskiego wdarł się we mnie, dając mi uczucie rozrywania. Kycowski przyspieszył napór na moje gardło, Leszczyński zaatakował ostro, uderzając mnie raz po raz w pośladki i jęcząc głośno. Obaj rżnęli mnie rytmicznie, jeden w usta a drugi w cipkę, poczułam jak sok płynie mi po udach strumieniami. Nagły łomot przerwał ruch. - Coo...?! - Jak?! Łubudu! W jednej chwili zostałam uwolniona spomiędzy dwóch batów, upadłam na łóżko, nie mogąc się ruszyć z bólu. - Edyta, nic ci nie jest? Głos Roberta przywrócił mnie do rzeczywistości. Był pełen wściekłości, żalu, napięcia. Bólu. Potem chyba straciłam przytomność, bo ocknęłam się w szpitalu. Przy moim łóżku siedzieli moi rodzice i Robert. Matka płakała, ojciec ją obejmował a Severus stał pod oknem i patrzył na mnie przenikliwie. - Jezu, ocknęłaś się! Kochanie, jak się czujesz?! - zawołała histerycznie matka i chyba chciała mnie stratować, ale ojciec jej na to nie pozwolił. - Ja... Ja ni... nie wiem... - wychrypiałam. - Wiedziałam, że powinnaś się uczyć w szkole prywatnej... - rozpłakała się matka. - Bezpieczniej... - Kycowski i Leszczyński staną przed sądem za gwałt ze szczególnym okrucieństwem - chłodny głos geografa uspokoił mnie. - I nie wygrzebią się z wyroku skazującego. Po badaniach rodzice zostali poproszeni na rozmowę z lekarzem prowadzącym i przy moim łóżku został tylko Robert. - Nie zdążyłem... - powiedział załamującym się głosem. - Widziałem całe zajście przez okno, ale zanim zbiegłem... - Nic się nie stało... - powiedziałam, marnie starając się uśmiechnąć. Nie wyszło. Byłam tak strasznie zmęczona... - Spróbuj zasnąć. Zostanę tu tak długo jak będzie trzeba. Został. I jest do dziś.
Urodziny Henryka
2009-12-09 | 18:54:10
autor: dzikisex | skomentuj (0)
Joanna wraz z mężem Henrykiem i kilkunastoletnim synem – Pawłem mieszkała w domku jednorodzinnym na przedmieściach jednego z polskich miast. Paweł pojechał na cały tydzień na szkolną wycieczkę, a w sobotę Henryk miał urodziny. Postanowili więc urządzić małe przyjęcie dla znajomych. Okazało się jednak, że połowa z ich znajomych i przyjaciół nie może przyjść. Mieli już coś zaplanowane. Ostatecznie zaprosili więc tylko dawnych kumpli Henryka - Marka, Janusza i Jacka. Janusz i Jacek przyszli sami, bez żon, Marek był kawalerem. Z zaplanowanego przyjęcia zrobiło się typowo męskie spotkanie. Joanna co prawda towarzyszyła im, ale tylko przysłuchiwała się rozmowie. Nie interesowały ją męskie tematy. Siedziała z nimi tylko przez wzgląd na męża i jego urodziny. Mężczyźni za to bardzo interesowali się żoną swojego kolegi. Mierzyli tę atrakcyjną, zmysłową kobietę wzrokiem. Podziwiali jej cudowne kształty. Miała na sobie jasną bluzkę ciasno opinającą jej duże piersi, lekko prześwitującą dzięki czemu widać było zarys stanika. Plisowana spódniczka za kolana ukazywała jej zgrabne nogi w cieniutkich rajstopach. Zwłaszcza gdy siadała na tapczanie zakładając nogę na nogę. Czasami spódniczka podsuwała się w górę odsłaniając jej uda do połowy. Boże, jakie to było podniecające. Ile oni by dali wtedy za możliwość wsunięcia dłoni pod tę spódniczkę. Dotknąć jej miękkie uda, chwycić jej jędrne pośladki, które tak nęcąco wypinała przynosząc kanapki czy ciasto i zbierając puste talerze. Podniecała ich do tego stopnia, że ich męskości w spodniach nieco urosły. Nie to żeby od razu mieli erekcję, ale byli w stanie mocnego podniecenia. Henryk to zauważył. Był zadowolony, że jego atrakcyjna żona takie wrażenie robi na jego kumplach. Zastanawiał się nawet co by było gdyby Joanna ubrała coś bardziej seksownego np. mini i czarną koronkową bluzkę, pod spodem bez stanika. To by dopiero ich podnieciło. Nie chciał broń Boże żeby do czegoś doszło, lubił jednak, jak inni mężczyźni obserwując ją podniecają się. Zastanawiał się o czym oni myślą. A myśleli oni, oj myśleli... Rozbierali ją wzrokiem, bluzeczkę, potem spódniczkę. Zastanawiali się jakie ma na sobie majtki, jakie są jej sutki, czy z dużymi obwódkami? W końcu zastanawiali się nawet czy podczas stosunku głośno jęczy? Czy mocno się wije, gdy Henryka penetruje jej szparkę wsuwając się na całą długość... No, ale wróćmy na ziemię. Póki co siedzą sobie spokojnie w salonie i rozmawiają. Gdy Joanna za którymś razem wyszła do kuchni, Marek wstał i poszedł do łazienki. Wracając z powrotem do pokoju przechodził obok kuchni. Zajrzał do środka. Joanna stała tyłem do drzwi i przygotowywała kanapki. Podszedł do niej bezszelestnie. Pochylała się lekko nad stołem wypinając swoją smakowitą pupcię. Nagle poczuła na swoich pośladkach dwie męskie dłonie. Pieściły ją delikatnie przez spódniczkę. Pomyślała, że to mąż ją zaskoczył. To byłoby w jego stylu. - Henryku przestań, ktoś może nas zobaczyć. Marek nic nie odpowiedział. Zadarł tylko jej spódniczkę do góry odsłaniając wspaniały tyłeczek w delikatnych, białych koronkowych majtkach, ciasno opięty ciemnymi rajstopami. Był to bardzo podniecający widok. Znowu chwycił jej pośladki. Teraz dzieliła go od niej jedna warstwa materiału mniej. Wrażenie dotyku było silniejsze. Oboje to czuli. - Heniu, proszę, nie - wyszeptała coraz bardziej podniecona kobieta. Marek miał już wzwód. Trzymając jej spódniczkę w górze przywarł do jej tyłeczka biodrami, umieszczając swoją wypukłość w spodniach między jej pośladkami. Naparł na nią delikatnie, ale stanowczo, tak, że Joanna brzuchem oparła się o krawędź stołu. Rozkoszował się jej miękkością i delikatnością. Słyszał jej przyśpieszony oddech. Wsunął ręce pod jej pachy, obejmując ją i kładąc dłonie na jej brzuchu. - Heniu dosyć, bo ktoś wejdzie - znowu zaprotestowała ale niezbyt stanowczo. Poczuła jak dłonie suną z przodu po jej ciele ku górze. Jednocześnie stojący za nią mężczyzna wtulił twarz w jej włosy rozkoszując się jej zapachem. Teraz poczuła, że coś jest nie tak. Przemknęła jej przez głowę myśl, że to nie jest Henryk. Wystraszyła się. Próbowała się odwrócić. Ale Marek uprzedził jej ruch. Chwycił obiema rękoma za jej dorodne piersi przez bluzkę i przytulił ją mocno do siebie. Mocno, tak, że uniemożliwił kobiecie jakikolwiek ruch. Nie była w stanie się wyrwać. - Wypuść mnie natychmiast - rozkazała stanowczo. Jednocześnie próbowała się oswobodzić. Ocierała się przy tym o Marka potęgując jego podniecenie. Czuł jej tyłeczek na swoim penisie, czuł w dłoniach jej cudowne piersi. Pieścił je ugniatając delikatnie. Joanna wiedziała, że jest bardzo podniecony. Nie miała wątpliwości, że w każdej chwili może rozerwać na pupie jej rajstopy z majtkami i wziąć ją siłą od tyłu. Wyobraziła sobie jak jego wielki, śliski penis wsuwa się między jej zwarte uda ku jej szparce. Ku jej własnemu zdziwieniu ta myśl ją podnieciła. Nigdy jeszcze nie była z innym mężczyzną, poza mężem. Wiedziała jednak, że musi się wyswobodzić. Wtem Marek odsunął ją nieco od stołu i jedną rękę skierował po jej ciele w dół. Domyśliła się do czego dąży. - Przestań, zaraz może wejść Henryk. - Nie boję się twojego męża. Poza tym kumple go zagadują. Nie zjawi się za wcześnie. - Boże - pomyślała - czyżby oni to wcześniej zaplanowali? Dłoń Marka przesunęła się na jej brzuch i wędrowała niżej, na podbrzusze, na udo, wewnętrzną stronę uda. Zwarła mocno nogi, ale to nie pomogło. Czuła już jego dłoń na wzgórku łonowym. Dotykał jej najintymniejszego miejsca przez ubranie. Musiała przyznać, że wiedział jak podniecić kobietę. Stawała się coraz bardziej wilgotna. Nie chciała jednak aby on to zauważył. Bezceremonialnie jednak wsunął rękę pod jej spódnicę i znowu dotarł do jej szparki. Teraz przez cienkie rajstopy i majtki poczuł jej ciepło i wilgoć jaka się tam gromadziła. - No proszę, jaka niegrzeczna dziewczynka. Chcesz tego. Pragniesz mnie. Mam cię przelecieć? Takie rozmowy z mężem podniecały ją, ale teraz miała mieszane uczucia. Chwilę jeszcze Marek pieścił jej niesamowicie mięciutki i delikatny wzgórek łonowy po czym nagle ją puścił. Odskoczyła gwałtownie na bok. - Teraz przyjdź do pokoju jakby nigdy nic. I ani słowa mężowi - polecił kobiecie i wyszedł. Joanna weszła do pokoju w kilka chwil po Marku. Niosła talerz z kanapkami. Z rumieńcem na twarzy usiadła na kanapie na przeciw męża. W pokoju trwała ożywiona rozmowa. Tylko Marek patrzył na nią wymownie. Po chwili zauważyła, że Janusz też patrzy na nią jakoś dziwnie. Czyżby wiedział? A może po prostu ma na nią ochotę? Nie miała żadnych wątpliwości, że każdy z obecnych miał na nią ochotę i gdyby tylko mogli... - Zatańczymy? - czyjś głos wyrwał ją z zamyślenia. Obok niej stał Janusz i wyciągał do niej rękę. W międzyczasie za przyzwoleniem Henryka puścił jakiś wolny utwór z wieży. Joanna zaskoczona spojrzała na męża. - Co tak na mnie patrzysz - zapytał Henryk rozbawiony - zatańcz z nim, potrzebujesz mojego zezwolenia czy co? Jeżeli tak to je dostajesz. - Eee tak przepraszam, oczywiście, zamyśliłam się, przepraszam zaskoczyłeś mnie. Wstała podając dłoń Januszowi. - Tu w pokoju nic mi nie grozi - pomyślała. Ten poprowadził ją jednak w takie miejsce, że stanęli za plecami Henryka. Objął ją w pasie i zaczęli tańczyć. Pozostali chwilę ich obserwowali. Henryk jednak był obrócony w fotelu w niewygodnej pozie, więc pierwszy się odwrócił i podjął przerwaną rozmowę. Przestał zwracać uwagę na tańczącą parę. Tymczasem Janusz obejmował ją coraz mocniej. Praktycznie przytulał się do niej. Próbowała osłabić uścisk, ale był bardzo silny. - Nie tak mocno - wyszeptała tak, aby mąż nie usłyszał - zgnieciesz mnie - próbowała żartować. - Spokojnie złotko. Masz wspaniałe ciało. Przytulać się do ciebie to prawdziwa rozkosz - te słowa zaskoczyły ją. Jednocześnie poczuła jak napiera męskością na jej brzuch i podbrzusze. Poczuła jego penisa pęczniejącego w spodniach i pożałowała, że zgodziła się na ten taniec. Próbowała delikatnie się oswobodzić. - Nie szarp się - usłyszała szept Janusza - chcę się tylko trochę poprzytulać. Jak się będziesz wyrywać, to we trójkę zwiążemy Henryka. Jak myślisz, co wtedy z tobą zrobimy? Podniecił się jeszcze bardziej na taką myśl. Joanna zadrżała. - Zostaw mnie. Wtedy poczuła jak Janusz chwyta ją za pośladki. Chwilę ją pieścił, po czym zadarł jej spódnicę na tyłeczku tak, ze pozostali zobaczyli jej pupcię w całej krasie. Oprócz męża który siedział tyłem do nich. Mężczyźni nadal rozmawiali z Henrykiem. Co chwilę jednak spoglądali na ten podniecający widok. Janusz jedną ręką przytrzymał jej spódnicę w górze, a drugą zaczął pieścić jej pośladki. Pozostali widzieli jego dłoń jak wędruje po pośladkach w dół i wsuwa się między uda. Joanna czuła doskonale jego ruchy. Wiedziała, że za chwilę dotknie jej muszelki i nic nie mogła na to poradzić. Jej podniecenie rosło, zaczęło się jej kręcić w głowie. W końcu dotarł do jej szparki. Joanna przymknęła oczy i wyprężyła się jak kotka. Znowu te mieszane uczucie wstydu, przerażenia i podniecenia zarazem. Znowu była wilgotna. Janusz to wyczuł. - Może pójdziemy na górę do sypialni. Na szybki numerek. Pragniesz tego tak samo jak ja. Chcę ciebie przelecieć. Chcę wsunąć mojego kutasa w twoją cieplutką cipkę, chcę ssać twoje piersi... - Zostaw mnie, proszę - wyszeptała. Tańczyli tak jednak dalej, Janusz z dłonią w jej kroczu. Henryk popijając kolejne drinki rozmawiał dalej nieświadomy rozgrywającej się tuż obok sceny. Joanna czekała na koniec piosenki, aby wyswobodzić się z objęć Janusza i usiąść na kanapie. Kiedy piosenka wreszcie się skończyła, wysunęła się z jego objęć, poprawiła ubranie i podeszła do kanapy. Spojrzała na męża. Był już kompletnie pijany. W międzyczasie pozostała dwójka musiała go upić. Nie miała wątpliwości, że zrobili to celowo. Zaczynał się drugi wolny utwór. Janusz znowu chwycił Joannę za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Ta próbowała złapać za rękę męża, ale nie zdołała. Padła w objęcia Janusza. Objął ją teraz mocniej kołysząc się w takt muzyki. - Janusz, podnieś jej spódniczkę - zawołał bezceremonialnie Jacek – niech nam pokaże jeszcze raz ten cudowny tyłeczek. Henryk nie reagował już. Zasnął w fotelu. Janusz zadarł znowu jej spódnicę. W międzyczasie stało się coś czego nikt nie przewidział. Otworzyły się drzwi wejściowe i stanął w nich Paweł. Wrócił o jeden dzień wcześniej niż zapowiedział. Nikt z obecnych w pokoju nie zauważył jednak jego przyjścia. A on słysząc ostatnie zdanie Jacka podszedł do uchylonych drzwi od pokoju i znieruchomiał. To co zobaczył zamurowało go. Po chwili oprzytomniał. Już chciał się rzucić na Janusza i pomóc mamie, ale spojrzał na jej pupcię. Widział już ją nieraz w negliżu. Zawsze go to podniecało. Ale taki widok był po raz pierwszy. Jego matka z podniesioną spódnicą w objęciach wujka Janusza (nazywał ich wujkami od dzieciństwa). Poczuł podniecający dreszcz i postanowił ich obserwować jak daleko się posuną. - Ma cudowne kształty - powiedział Jacek wstając. Podszedł do nich i przywarł do Joanny od tyłu. Joanna była jak sparaliżowana. Nie protestowała. Kołysali się teraz we trójkę w rytm muzyki. Mężczyźni z przodu i z tyłu kobiety, ona w środku. Jak delikatny pączek róży w stalowym uścisku imadła. Czuła ich wyprężone penisy w spodniach. Jednego na podbrzuszu, drugiego na pupci. W dodatku ich dłonie zaczęły wędrować po całym jej ciele. Była między dwoma silnymi mężczyznami. Jej podniecenie też rosło. Miała co prawda czasami fantazje o nich, w końcu byli kumplami jej męża, ale nigdy nie fantazjowała, że biorą ją równocześnie. Raczej nie miała złudzeń co do tego co teraz się stanie. Trzej zdrowi mężczyźni, mając taką okazję zerżnięcia atrakcyjnej kobiety nie przepuściliby jej. Podszedł do nich Marek. Bezceremonialnie wyjął ze spodni kutasa. - Weź go do buzi - polecił Joannie. - Coś ty, daj spokój - protestowała. - Już, ssij - nakazał stanowczo. Pozostali zmusili ją aby uklękła. Wzięła kutasa w dłoń. Z pewnym wahaniem włożyła go do ust. Marek chwycił ją za włosy i zaczął poruszać jej głową, wsuwając i wysuwając kutasa z jej ust. Miała ciepłe, wilgotne usta. Co to była dla niego za rozkosz. Paweł nie wierzył własnym oczom. Stał za uchylonymi drzwiami na korytarzu. Było tam ciemno więc obecni w pokoju mężczyźni nie widzieli go. Marek poczuł, że dochodzi. Przerwał więc wyjmując a z ust Joanny. Pozostali postawili ją na nogi. Zaczęli się do niej dobierać. Rozpięli guziki jej bluzki, rozchylili na boki. Ich oczom (i oczom Pawła) ukazały się cudowne, wielkie piersi w białym, koronkowym staniku. Przez cienką koronkę prześwitywały ciemne, duże sutki. Zaczęli je pieścić. Dwie pary rąk. Marek tymczasem rozpiął zamek spódnicy, która osunęła się na ziemię. Dobrał się do jej podbrzusza. Jego dłonie buszowały między jej udami. Stała z przymkniętymi oczami, poddając się pieszczotom. I tak nie mogła nic innego zrobić. Po chwili poczuła jak zsuwają na dół jej rajstopy. Teraz, już w samej bieliźnie podprowadzili ją do ławy. Błyskawicznie uprzątnęli to co na niej stało po czym położyli na niej Joannę. Leżała teraz na plecach z nogami zgiętymi w kolanach i stopami opartymi o blat ławy. Paweł musiał się przesunąć aby móc widzieć dalszy rozwój wypadków. Już dawno miał wzwód. Teraz obserwując ich onanizował się. Jacek tymczasem rozwarł je nogi, powoli, powoli, rozkoszując się widokiem jaki się przed nim otwierał. Cieniutkie majtki ledwo zasłaniały jej muszelkę. Opinały ją jednak mocno wiernie oddając jej kształt. Jacek uklęknął przy ławie, usadowił się między udami kobiety i zaczął ją pieścić językiem. Penetrował jej wewnętrzną część ud, okolice muszelki, a także samą cipkę. Jednak ciągle przez majtki. Pozostali dobrali się do jej piersi. Joanna zaczęła jęczeć. Najpierw cichutko, niezauważalnie, potem, głośniej, głośniej... - Bierzmy ją na górę do sypialni - zakomenderował Marek. Teraz Joanna pozbyła się już wszelkich złudzeń. Za chwilę ją przelecą. Wezmą ją wszyscy trzej po kolei albo wszyscy naraz. Będzie czuła po raz pierwszy w swojej cipce innego a niż jej męża. Postawili ją na nogi i poprowadzili w kierunku drzwi. Przechodząc obok fotelu na którym spał Henryk, podbiegła do niego. Pochyliła się i objęła go rękoma za szyję. Pocałowała jakby miała nadzieję, że się obudzi. Pochylając się wypięła jednocześnie nieświadomie tyłeczek. Idący z tyłu Jacek doskoczył do tego tyłeczka. Błyskawicznie wyjął ze spodni penisa i wsunął go między uda kobiety. Otarł się przy tym o jej szparkę. Dzieliła ich tylko cieniutka warstwa jej majtek. Złapał ją za biodra i zaczął wykonywać kopulacyjne ruchy wsuwając i wysuwając penisa spomiędzy zwartych ud Joanny. Oboje byli bardzo podnieceni i na pewno by ją wziął zerżnął, ale Marek mu przerwał. - Przestań, dalej, idziemy na górę. Wyszli z pokoju prowadząc słaniającą się kobietę. Paweł w ostatniej chwili uskoczył w bok, za drzwi. Nie zauważyli go. Przeszli obok niego na odległość wyciągniętej ręki. Z łatwością mógł sięgnąć wtedy piersi swojej mamy. Jakże bardzo chciał to wtedy zrobić. Dotknąć jej delikatnego ciała. Nie myślał już aby ją ratować. Czekał niecierpliwie na dalszy rozwój wydarzeń. Mężczyźni poprowadzili Joannę schodami na górę. Weszli do sypialni i popchnęli ją na szerokie, małżeńskie łoże. Rozebrali się szybko do naga i usadowili dookoła niej. Joanna leżała między nimi biernie się im poddając. Zaczęły się znowu pieszczoty połączone teraz z powolnym zdejmowaniem bielizny. Najpierw wsuwali dłonie pod jej stanik, do miseczek, łapiąc ją za nagie piersi. Po czym zdjęli stanik zupełnie. Wyswobodzone duże półkule kołysały się kusząc ich i obiecując nieziemską wprost rozkosz. Byli tak podnieceni, że jej majtki rozerwali na strzępy w jednej chwili. Paweł przyszedł za nimi i teraz wszystko obserwował z korytarza. Widział jak leży teraz naga między trzema napalonymi mężczyznami. Rozpiął spodnie i zaczął się onanizować. Jacek złapał ją za nadgarstki przytrzymując je nad głową kobiety, a Marek z Januszem rozwarli jej nogi. Teraz widzieli jej cipkę w całej krasie. Delikatnie owłosioną, teraz całą lśniącą od soków. Marek usadowił się pierwszy między jej udami, chwilę ocierał się wyprężonym penisem o wejście do jej muszelki, potęgując rozkosz swoją i Joanny. W końcu nie wytrzymał. Wdarł się w nią jednym ruchem bioder. Joanna wygięła się w łuk. Jęknęła. Marek zaczął ją posuwać. Rytmicznie wychodził i wchodził w jej cipkę. Była gorąca, rozpalona i wilgotna. Miała tak rozkoszną cipkę. Ona z kolei czuła go w swoim wnętrzu. Miał większego kutasa niż jej mąż. Docierał głęboko do jej wnętrza. Rozkosz promieniowała z jej krocza na cale ciało. Pozostali zajęli się jej piersiami. Paweł patrzył jak zamurowany. Po dłuższej chwili Marek poczuł, że dochodzi, jeszcze dwa ruchy i wystrzelił. Wystrzelił potężną dawkę gorącej spermy do jej wnętrza. Wszedł tak głęboko jak mógł po czym zamarł. Opadł na Joannę przytulając się do niej. Słyszał jej ciężki, dyszący oddech. Koledzy nie dali mu jednak długo odpocząć. Usunął się więc robiąc im miejsce. Janusz obrócił Joannę na brzuch, po czym uniósł jej biodra. W tak wypięty tyłek skierował swoją dzidę. Przez chwilę drażnił ją ocierając się penisem o jej cipkę, po czym wsunął go jej po same jądra. Kobieta znowu zadrżała. Taka pozycja bardzo ją stymulowała. Miała wrażenie, że jego jest jeszcze większy. Zaczął ją posuwać. Pochylił się nad nią wsuwając pod nią ręce i łapiąc ją za piersi. Były delikatne, mięciutkie, ze sztywnymi, maksymalnie wyprężonymi sutkami. Rżnął ją tak przez parę minut, po czym eksplodował. Ogarnęła go nieziemska rozkosz. Wpompował w nią całą swoją dawkę gorącej spermy. Jeszcze po wytrysku posuwał ją przez jakiś czas przedłużając orgazm. Cienka strużka spermy wyciekła z jej cipki i spłynęła po udzie. Teraz przyszła kolej na Jacka. Ten znowu przewrócił ją na plecy i rozwarł jej nogi. Rozpalona cipka lśniła od wyciekającej spermy. Zbliżył swojego penisa do niej i wszedł w nią powoli, powoli, wolniutko rozkoszując się tą chwilą. Gdy dotarł do głębi zaczął ją pieprzyć. Robił to energicznie, mocno, prawie brutalnie. Jednocześnie namiętnie całował ją w usta, tłumiąc jęki podnieconej kobiety. Szczytowała pierwsza. Wygięła się znowu jak kotka pod nim z głośnym jękiem, oplotła jego biodra nogami i przycisnęła mocno do siebie. Czuł pulsowanie jej cipki na swoim penisie i to dopełniło jego orgazm. Wpompował w nią trzecią już dawkę spermy. Tym razem wyciekła szeroką strugą z jej wnętrza. Posuwał ją jeszcze przez chwilę, po czym opadł na nią wyczerpany i zaspokojony. Wszyscy bali się, że Henryk się obudzi. Nie przedłużając dłużej wizyty mężczyźni ubrali się i wyszli. Paweł zdążył uskoczyć do swojego pokoju obok tak, że go nie zauważyli. Joanna leżała na łóżku długi czas nie mogąc przyjść do siebie. Widać było że rozbudzili w niej ukryte żądze i fantazje. Była jak wulkan seksu, który pozostawili, który ostatecznie jeszcze nie wybuchł. Zaczęła wodzić dłońmi po swoim ciele. Dotykała się, ugniatała swoje piersi, wsuwała dłoń między uda pieszcząc swoją szparkę. Paweł znowu obserwował ją z korytarza jak się masturbuje. Sam też był maksymalnie podniecony, znowu się onanizował. Joanna leżała na wznak na łóżku z dłońmi na swoim kroczu. Masturbowała się coraz szybciej i szybciej... W pewnej chwili przerwała, usiadła na skraju łóżka, po czym po chwili wstała. Zakładając szlafrok leżący tuż obok na oparciu krzesła skierowała się do drzwi. Paweł widząc, że idzie w jego kierunku znowu szybko chciał schować się w swoim pokoju. Tym razem jednak drzwi od jego pokoju zaskrzypiały. Znieruchomiał obserwując Joannę. Ona również zatrzymała się. Stała teraz w drzwiach sypialni, ubrana już w szlafrok i usiłowała coś wypatrzyć w mroku korytarza. - Kto tu jest? - zawołała - Henryk? Czy to ty? Cisza, Paweł stał przy drzwiach swojego pokoju wiedząc, że w tej ciemności jest niewidoczny. - Marek, Janusz, to wy ? Wtedy Pawłowi przyszedł do głowy pomysł. Ona myśli, że koledzy jego taty tu jeszcze są. Jak teraz doskoczy do niej tu w ciemności korytarza, to ona go nie pozna. Będzie myśleć, że to jeden z nich. A wtedy będzie mógł bezkarnie ją dotykać, pieścić, może zdejmie z niej szlafrok, może... Nie zastanawiał się dłużej. Gdy mama zrobiła dwa kroki w głąb korytarza doskoczył do niej nagle i objął ramionami. Krzyknęła przerażona. Chciała się wyrwać, chciała krzyczeć, ale on obejmował ją mocno, a usta zamknął namiętnym pocałunkiem. Była cudownie delikatna, rozpalona, promieniowała seksem, pachniała seksem. Nadal całując ją rozluźnił nieco uścisk, przesuwając jedną rękę na jej przód. Powoli ale nieuchronnie zbliżał się dłonią do jej piersi. Dotykał ją co prawda przez szlafrok ale i tak wrażenie było bardzo silne. I ta świadomość, że pod spodem jest całkowicie naga. Praktycznie cała do jego dyspozycji. W końcu złapał ją za pierś. Cudownie miękka i duża. Nie mieściła mu się w dłoni. Marzył o tym od dawna. Joanna poczuwszy jego dłoń na piersi znowu zaczęła się wyrywać. W końcu wyswobodziła usta. - Przestań, kim jesteś? - wysapała. Paweł nie odpowiedział. Nadal trzymał ją mocno. Teraz zsunął dłoń z piersi i powędrował w dół. Zsunęła się po boku Joanny , po jej biodrze na tył jej ciała, dotarła do tyłeczka. Złapał ją za pośladek i zaczął teraz tu ją pieścić. Jednocześnie przyciągał jej biodra do swoich, z przodu napierając na jej podbrzusze wyprężonym w spodniach penisem. - Zostaw mnie, proszę, już dosyć mnie wykorzystaliście. Jeszcze wam mało? Próbował wsunąć dłoń między jej pośladki, między jej zwarte uda, tam do jej groty rozkoszy, ale gruby szlafrok mu to uniemożliwiał. Powędrował więc dłonią na przód jej bioder, dotykał jej brzucha i schodził niżej. Czuł na twarzy jej przyspieszony, gorący oddech. Zaczęło mu wirować w głowie. Pierwszy raz w życiu tak dotykał kobietę, zaraz dotrze do jej cipki. Zaraz będzie ją tam pieścić. To co, że przez szlafrok. Zawsze może go odsunąć i dotknąć jej nagiej cipki. Poczuć jej gorące soki pod palcami. Może wsunąć jej palec do środka, może nawet... Tracił poczucie rzeczywistości, tu gruby szlafrok poddawał się jego ruchom, jego dłoń właśnie wsunęła się między uda mamy i dotarł do jej wzgórka łonowego. Nawet przez gruby materiał czuł żar jaki od niej bije. Zaczął przesuwać palcami rytmicznie po jej cipce. Oddech Joanna stał się jeszcze głębszy, zaczęła cichutko jęczeć. Paweł znowu ją pocałował. Penetrował teraz językiem wnętrze jej ust. Odpowiedziała mu tym samym. Pocałunkami zsunął się po jej brodzie na szyję i niżej. Po dekolcie między piersi rozsuwając poły szlafroka. Skierował usta w lewo w kierunku lewej piersi. Wysunął swoją dłoń z jej krocza i położył na jej nagim już dekolcie. Powoli ale stanowczo przesuwał ją w kierunku prawej piersi, a usta ku lewej. Wsunął wreszcie dłoń pod szlafrok sięgając jej cudownej półkuli. Złapał ją pełną dłonią. Czuł teraz wyraźnie jej ciepło, delikatność i miękkość. Sutek był niesamowicie wyprężony. Zębami odchylił szlafrok z lewej piersi. Chwilę popatrzył na nią z bliska po czym wziął jej sutek w usta. Zaczął go najpierw lizać, a po chwili lekko ssać. Joanna mając obie piersi tak pieszczone poddawała się już bez oporu. Paweł tracił nad sobą kontrolę. Obrócił ją tak, że stanęła tyłem do niego. Straciła na moment równowagę i wyciągnęła ręce przed siebie. Upadłaby, gdyby nie przytrzymała się stolika, który stał w pobliżu. Przytrzymała się go pochylając się i wypinając mimowolnie tyłeczek. Jednocześnie naparła na Pawła penisa. Paweł czując to prawie wytrysnął. Wsunął dłonie pod pochylony tułów kobiety. Jej pełne piersi kołysały się teraz łagodnie w rozchylonym szlafroku. Złapał obiema dłońmi za te cudowne półkule. Znowu poczuł ich delikatną miękkość. A więc miał je teraz obie w dłoniach, marzył o tym od dawna. Zaczął ją tak pieścić, napierając jednocześnie na jej pupcię. Po chwili rozsupłał pasek szlafroka, który rozchylił się całkowicie otwierając przed nim drogę do jej bezbronnego już ciała. Obiema dłońmi powędrował w dół jej tułowia, przez jej brzuch, jeszcze niżej. Podbrzusze, poczuł pod palcami jej krótkie włoski łonowe. Chwilę się zawahał, po czym wsunął palce w jej intymny zakątek. Poczuł jak cała zesztywniała. Wilgotny wzgórek łonowy pulsował żarem pod jego palcami. Dotarł do jej warg. Rozchylił je delikatnie pieszcząc ją palcem wskazującym. Potem dwoma. Była naprawdę rozpalona. Wsunął palec do jej wnętrza do połowy długości. Po chwili wsunął go do końca. Wysunął, po czym dołączył do niego drugi palec środkowy. Teraz oba powędrowały w głąb ciała kobiety. Czuł, że sprawia jej rozkosz. Sam też nie mógł uwierzyć, że naprawdę to robi. I nagle zapragnął ją wziąć. Tak bardzo chciał wejść swoim penisem do jej szparki. Chciał poczuć żar jej cipki na swoim kutasie. Chciał się przytulić do tego rozpalonego ciała, wtulić głowę w jej dorodne piersi. Wypuścił ją z uścisku. Joanna wyprostowała się. Chciała się odwrócić, ale Paweł jej nie pozwolił. Stanowczym ruchem przytrzymał ją i poprowadził do sypialni. Szedł zaraz za nią. Tu świeciła się lampka i Paweł wiedział, że nie może pozwolić jej się odwrócić, wtedy by go poznała. Zsunął szlafrok z jej ramion, opadł cały na podłogę odsłaniając ją całą nagą. Chwycił od tyłu znowu jej piersi i chwilę pieścił. Popchnął ją lekko na łóżko. Uklękła na nim na czworakach wypinając swój soczysty tyłeczek. Paweł błyskawicznie się rozebrał do naga. Uklęknął na łóżku za nią rozchylając wcześniej nieco jej nogi. Zbliżył swojego wyprężonego penisa do jej pupci. Przesuwał go po jej pośladkach, zsunął w dół, w końcu otarł się o jej muszelkę. Joanna znowu jęknęła więc teraz już bez żadnego ceremoniału wsuwał swojego kutasa w jej cipkę. Robił to powoli rozkoszując się tą chwilą i żarem w jej wnętrzu. Dotarł wreszcie do samego końca. Zaczął się wysuwać. Popatrzył w dół. Zobaczył swojego penisa jak się wysuwa, cały śliski od jej soków i spermy „wujków”. Znowu się wsuwał, wysuwał. Posuwał ją powoli, ale sprawiał obojgu olbrzymią rozkosz. Przytrzymywał ją za biodra. Żałował jednak, że nie może dotykać jej piersi, że nie może wtulić się w jej ciało. Wysunął się więc z niej i przewrócił ją na bok i na wznak. - Paweł ! To ty ? - zawołała zdumiona. Ale Paweł widział przed sobą tylko wspaniałe ciało seksownej kobiety. Widział jej rozłożone nogi i cudowną różową szparkę oczekującą męskiego członka i ostrego rżnięcia. Jednym ruchem położył się na nią i wszedł w nią na całą głębokość. Poczuł na swoim torsie jej duże piersi. Joanna nie zdążyła już dalej protestować. Teraz już wiedziała kto ją brał. Kto w nią wszedł i kto daje jej nieziemską rozkosz. Zaczął ją posuwać. Teraz robił to szybciej niż poprzednio. Wspierał się na jednej ręce, drugą ugniatając te cudowne piersi. Całował ją namiętnie w usta wsuwając w nią swój język. Po chwili Joannie też puściły hamulce. Oplotła biodra Pawła nogami i przycisnęła mocno do siebie. Odwzajemniała mu się gorącymi pocałunkami. Oboje galopowali w szalonym, dzikim pędzie ku jednemu celowi - ku maksymalnej ekstazie. Czuli jak się zbliża, jak ogarnia ich ciała. Dopadła ich prawie równocześnie. Paweł wystrzelił potężną dawkę lepkiej i gorącej spermy do wnętrza cipki Joanny i wtedy poczuł pulsowanie jej pochwy. Jednocześnie objęła go mocniej przyciskając z całych sił nogami i rękoma. Spletli się w jeden emanujący seksem organizm. Połączeni genitaliami i ustami. Ich gorące, szybkie oddechy mieszały się, tak jak mieszały się ich intymne soki. Nic nie mówiąc, dysząc tylko ciężko kłębili się jeszcze na pościeli przez kilka minut. Paweł nie przeżył nigdy czegoś podobnego. Miał wytrysk, ale to go wcale nie osłabiło, jak zazwyczaj wtedy gdy się masturbował. Teraz miał cały czas maksymalny wzwód. Rżnął ją w tym samym szalonym tempie jak przed kilkoma minutami. Joanna tylko na trochę poluźniła uścisk. Lecz po chwili nowa fala orgazmu ją zalała. Znowu objęła mocno Pawła. Znowu czuł na swoim penisie jej pulsującą pochwę. I oto też poczuł zbliżający się drugi orgazm. Przyspieszył jeszcze ruchy. Prawie brutalnie wytrysnął wpompowywując kolejną dawkę spermy do jej cipki. Znowu połączyli się namiętnym pocałunkiem. Teraz już wytracali powoli prędkość. Jednak wciąż mocno podnieceni przeciągali jeszcze stosunek przez kilka minut dając sobie maksimum rozkoszy.
Studium szaleństwa.
2009-12-09 | 18:53:44
autor: dzikisex | skomentuj (0)
- To jak Heniek: dajemy , czy bijemy? – usłyszałem, czując równocześnie szarpnięcie za ramię. Józek, najwięcej znacząca persona w zakładzie, złożył mi właśnie propozycję nie do odrzucenia. Niechętnie zszedłem z górnej pryczy, spuściłem spodnie do kostek i przechyliłem się do przodu, opierając dłonie na kolanach. Kilka minut bólu i poniżenia jest lepsze, niż całe dnie w szpitalu z bandażami ciele. Co trzeba rzec, to nie trafiłem do pierdla przez przypadek. O, nie. Chłopcy z dobrych domów wpadający za narkotyki, drobne złodziejaszki odsiadujące kilka tygodni za włamanie do kiosku- to nie moja liga. Ja byłem tym najgorszym. Albo prawie najgorszym, bo pedofile mają jeszcze bardziej przejebane. No, ale że żaden u nas nie siedział, więc na mnie się skrupiało. Myślę, że już wiecie, z kim macie do czynienia. Tak, jestem gwałcicielem. Chociaż w sumie to sąd tak uważa. Zakochałem się nieszczęśliwie w kobiecie, która nie odwzajemniła moich uczuć. Zawładnęło mną pożądanie. Może zacznę od początku... Powroty z pracy. Codziennie powtarzany algorytm. Biuro szefa, przystanek, tramwaj, przesiadka na autobus i dojazd pod blok. Kilkanaście lat to samo, bez urlopów i zwolnień. Monotonia kawalerskiego życia koło czterdziestki. Miasto nie kusiło mnie swymi atrakcjami; wolałem pasjonować się wyszukiwaniem stron z darmowym porno i robić sobie dobrze z piwem w drugiej dłoni. Powiecie, że się zmarnowałem. W moim wieku mogłem sobie znaleźć młodą siksę, która poleci na kasę, albo seksowną wdówkę i jeszcze sobie poużywać. No cóż, carpe diem w moim wykonaniu nie wyglądało różowo. Mieszkałem sam w kawalerce w centrum, w szesnastopiętrowym wieżowcu. Pierwsze siwe włosy na skroniach i rosnący piwny brzuszek stanowiły znaczną część mego życiowego dorobku. Swego czasu kobiety mnie nawet lubiły, ale w chwili, gdy moi przyjaciele przygotowywali chrzciny swych pociech, ja rzuciłem się w wir pracy i zatraciłem się w niej. W ten sposób obudziłem się w trzydzieste piąte urodziny z ręką w nocniku. Skonstatowałem, że zakładanie rodziny nie jest już dla mnie. Przestałem nawiązywać nowe znajomości i stopniowo poluźniałem stare więzi. Popadłem w marazm. Aż do pewnego październikowego popołudnia, gdy pierwszy raz zwolniłem się wcześniej z pracy w celu wymiany dowodu osobistego. Spotkałem JĄ na tym samym przystanku, z którego odjeżdżał mój tramwaj. Studentka (poznałem po kajecie formatu A4) koło dwudziestki. Długie i wiśniowe, a od połowy swej długości czarne włosy przykuły moją uwagę. Spojrzałem na hardo patrzące zielone oczy podkreślone głęboką czernią. Usta pomalowane ciemnym karminem. Wolne od wszelkiej skazy, przypudrowane różem oblicze. Nie byłbym sobą, gdybym natychmiast nie zlustrował seksapilu młódki. Miała na sobie obcisły czarny t-shirt i rozpiętą, ciemnoczerwoną kamizelkę skrywające kusząco opadające, wydatne piersi nieskrępowane jakimkolwiek stanikiem. Wyraźnie widziałem wybrzuszające materiał sutki. Tak, zdecydowanie trafiłem na kobietę w swoim typie. Dzwonek tramwaju popędzającego pieszych na przejściu wyrwał mnie z kontemplacji zjawiskowej dziewczyny stojącej zaledwie kilka metrów ode mnie, niemalże na wyciągnięcie mych rąk. Na przystanek dotoczył się wypchany po brzegi skład. Wsiadła. Chociaż nie pasowała mi linia, wpakowałem się za nią. Podążyłem za od dawna tłumionym pożądaniem rozładowywanym jedynie w domowych pieleszach przy biernej pomocy amerykańskich gwiazdek sexstrony.pl">porno. Cudem wcisnąłem się na ostatni stopień. Tuż za nią, ale stanęła schodek wyżej. Obróciła się prawym profilem do mnie. Krew uderzyła mi do głowy, gdy ujrzałem młodą pierś na wysokości swego wzroku. Wznosiła się i opadała. Cała dziewczyna pachniała migdałami i cynamonem. Cóż za podniecająca mieszanka. Sam nie wiem, dlaczego, ale odezwałem się do pięknej nieznajomej: - Nie ma to jak komunikacja miejska. Spojrzała na mnie zdegustowana. Czym mógł jej zaimponować taki stary kawaler, jak ja? W dodatku widać, że nie śmierdzący groszem. Nie odezwała się. Stanęliśmy w korku, a przed nami ciągnął się sznur kilku tramwajów. Pięknie, pewnie znów coś się spieprzyło. Do tego wczesnojesienne słońce prażyło przez szybę, czego nie było czuć na zewnątrz, gdzie wiał chłodny wiatr. Na policzkach obiektu mych żądz wykwitły rumieńce. - W takim tłoku nie ma nawet jak odetchnąć. – zagaiłem znów – Nie jest pani gorąco w tej kamizelce? - A co, striptizu się panu zachciało? – skomentowała, widząc jak łapczywie pożeram wzrokiem jej biust. Zabiła mi ćwieka. Próbowałem znaleźć coś na swoją obronę, ale nie potrafiłem. Zamknąłem jadaczkę i gapiłem się dalej na jej piersi. Po trzech przystankach wysiadła. Nie muszę chyba nadmieniać, że również nie zagrzałem dłużej miejsca w tym wagonie. Zostałem na przystanku, ruszając za nią dopiero, gdy nieco się oddaliła. Podążała ku blokowisku zbudowanym z popularnej swego czasu wielkiej płyty. Przeszliśmy przez park zarojony matkami z wózkami i panami siedzącymi na ławkach z winami w dłoniach. Mieszkała w pierwszym bloku z brzegu. Z oddali przyuważyłem, że wcisnęła numerek pięć na domofonie, po czym wprowadziła czterocyfrowy kod i znikła na klatce schodowej. Zapamiętałem hasło, od dziecka słynąłem z sokolego wzroku. Wróciłem do domu, olewając nowy dowód. Tego dnia stałem się innym człowiekiem. Miałem na nią ogromną ochotę. Kolokwialnie mówiąc, zerżnąłbym ją jak jary ogier klacz w rui. Zawładnęła mym umysłem. Moja Wisienka, słodziutka i bordowowłosa. Do wieczora posiadłem ją kilka razy. W parku, przy drzwiach jej klatki, w tramwaju, na moim fotelu. Było nam ze sobą dobrze. Nasze ciała pokryły się zadrapaniami od paznokci orających drugą osobę w ekstatycznym szale. Moje przeczucia, że jest gorącą i ostrą suką, spełniły się w każdym calu. Wpijałem palce w pełne biodra i penetrowałem oba otworki naprzemiennie. Sperma i śluz kapały z niej niczym z nieszczelnego kranu. Jej krzyki podczas seksu analnego dopingowały mnie do większej aktywności. Spuszczałem się na jej włosy, oczy, do ust, na piersi i plecy, pośladki, w tyłek i cipkę. Tarmosiłem nienasyconą łechtaczkę, zanurzałem w ciepłej szparce kilka palców naraz, wkładałem całą dłoń. Bosko krzyczała, błagając o więcej. Podczas palcówki analnej wyrywała się niczym nieujeżdżony źrebak. Dochodząc, wylewała z siebie cudownie smakującą ciecz. Zawsze szczytowaliśmy razem. Zasnąłem w łóżku w pościeli umorusanej nasieniem, oczyma wyobraźni widząc jej nagie, zaspokojone ciało spoczywające obok. Obudziłem się przed południem. Zaspałem do pracy. Po tysiąckroć rzucone „kurwa mać” nie rozładowało mego zdenerwowania. „A co mi tam, jebać robotę.” – przeleciało mi przez głowę. Racja. Chociaż znacznie chętniej wyjebałbym tę studentkę. Przypomniałem sobie jej głos. Metaliczny, wysoki, władczy. Idealny do świntuszenia podczas seksu. „Liż mą cipkę”, „Wsadź mi go w dupę”, „Ściskaj moje cycki”, „Spuść mi się na twarz”- jej życzenie byłoby dla mnie rozkazem. Znów się nakręciłem. Kolejna sesja. Na dywanie, w wannie, na umywalce, na balkonie, na stole i pod stołem. Miałem ją w każdym miejscu mego mieszkania. Telefon o osiemnastej przywrócił mi trzeźwość umysłu. Z podbrzuszem i kroczem lepiącym się od wielokrotnie tryskającej spermy, siedząc w fotelu chwyciłem leżącą na stole komórkę w dłoń. Szef. - Gdzieś ty był przez cały dzień? Dzisiejszy dzień odejmę ci od urlopu, ale jutro masz się zjawić! Zrozumiano? - Tak, jasne. Narazie. Natychmiast wyłączyłem telefon i rzuciłem beztrosko w kąt. Koniec z robotą. Koniec z innymi ludźmi. Miałem tylko JĄ. I wiedziałem, że albo będzie moją, albo niczyją. Wierną suką, ognistą kochanką, dziwką na każde skinienie. Jakie to szczęście, że przedwczoraj miałem wypłatę. Starczy mi na kilka tygodni. Wziąłem szybki prysznic, ogoliłem się, wyperfumowałem, założyłem najlepsze dżinsy i koszulę. Dwudziesta. Czas na łowy. Byłem u niej po dwóch kwadransach. Kupiłem kwiaty, złotą kolię próby 875 i dobrego szampana. Plan był prosty. Podam się za dostawcę kwiatów, wejdę na górę, wyznam, co trzeba i będzie moja. Która by na to nie poleciała. Wybrałem numerek pięć w domofonie i czekałem. Cisza. Po chwili usłyszałem kroki nieopodal. Jej głos. Roześmiany, wesoły. Odpowiedział mu twardy, męski baryton. Podszedłem pod kolejną klatkę schodową i zacząłem udawać, że rozmawiam z kimś z góry, chociaż w rzeczywistości zerkałem wciąż na szczęśliwą parę. Szła z niewiele wyższym od siebie facetem, zapewne rówieśnikiem. Pieprzony gówniarz. Co on sobie myśli. Nawet nie ma startu do takiej dziewczyny. Nie to, co ja. Rozmawiali chwilę, po czym oparła się o ścianę i przyjęła z jego ust czuły pocałunek na dobranoc. Widziałem dłoń wsuwającą się pod spódniczkę mini i gładzącą udo kobiety. Zabawiał się z jej cipką, byłem tego pewien. Jak on śmiał. Za tą zbrodnię nie dożyje jutra. W końcu skończyli przedstawienie; weszła na górę, a on poszedł na tramwaj. Rzecz jasna przez park. Niczym cień podążyłem za nim. Kwiaty zostawiłem ukradkiem pod drzwiami. Wyjąłem kolię z szykownego futerału, który wyrzuciłem do kosza stojącego przy chodniku. Wrzuciłem ją do kieszeni. Otworzyłem szampana i wypiłem połowę duszkiem. Zacząłem się celowo zataczać, idąc szybciej od niego. Dogoniłem go w połowie parku i niby przypadkiem trąciłem barkiem. - O, przep-raszam pana. – wymówiłem z wyraźnie „nietrzeźwym” akcentem. Chuchnąłem nań demonstracyjnie – Nie wie pan, która go-dzina? - Dziewiąta. – rzucił szybko i ruszył dalej. Dogoniłem go w kilkanaście sekund. - A może ma pan drobne czter-dzieści groszy? Bo mi do biletu brak-uje. – celowo wtrącałem pijackie czknięcia w dłuższe wyrazy, pociągając przy tym łyka z próżniejącej flaszki. - Spieprzaj, dziadu! – warknął i przyspieszył kroku. Kolejnej konfrontacji słownej nie było. Dogoniłem go i rozbiłem mu pustą już butelkę ma głowie. Zatoczył się, co wykorzystałem bezzwłocznie. Wyjąłem kolię i zarzuciłem mu na głowę, spuszczając aż na szyję. Wykręciłem ją i pociągnąłem go w krzaki. Walczył o życie, ale duszące go zdeterminowane dłonie były silniejsze. Chociaż kilka razy trafił mnie kułakiem w głowę, nie ustąpiłem. - Masz skurwysynu za moją Wisienkę. – wycedziłem głosem zimnym i trzeźwym do bólu. – Nie dla psa kiełbasa, nie poruchasz sobie. Ani jej, ani żadnej innej. Odpowiedziało mi rzężenie. Moje dłonie stały się mokre. Toczył pianę z ust, poza tym chyba rozciąłem mu tętnice. Zerwałem zeń kolię i uciekłem, zostawiając zwłoki w krzakach. Jakaś babka szła chodnikiem. Ostentacyjnie sięgnąłem rozporka i zatoczyłem się. Odwróciła wzrok z niesmakiem. Zbrodnia się udała. Wróciłem do siebie. Tego wieczora ujeżdżała mnie ostro. Nabita na mnie cipką pędziła jak opętana. Dawała mi ściskać piersi, kazała zabawiać się palcami z ciasną dziurką między pośladkami. W momencie orgazmu z ust pociekła jej ślina, która zmoczyła mój tors. Chciała już zejść, ale nie było mi dość. Złapałem ją za biodra i nadałem tempo. Chciała więcej i ostrzej. Z trudem wsadziłem w nią palec. Dwa tkwiące w cipce organy satysfakcjonowały ją bardziej, niż cokolwiek innego. Znów doszła, tym razem zalewając moje podbrzusze orgastycznym płynem. Uniosła dupcię i niemal natychmiast opadła, nadziewając odbyt na mojego wojownika. Wszedł cały, rozpychając ciasne wejście. Tym razem nie galopowała. Dziki cwał zawładnął jej ciałem i duszą. Włożyłem w jej szparkę całą dłoń. Weszła niczym nóż w masło, aż po nadgarstek. Ciasna cipeczka, tylko moja i niczyja inna. Zacząłem otwierać i zaciskać pięść. Kwiczała i wyła niczym rasowa suka. Taką ją chciałem mieć. Rozpustną, niemal konającą z ekstazy. Gdy doszła, skurcze jej zwieraczy niemal oderwały mi penisa. Lepka ciecz zalała jej wnętrze, zaś ze szparki wylała się kolejna porcja delicji świadczących, jak było jej dobrze. Fontanna spermy zalała mój tors. Orgazm wykończył mnie jak nigdy wcześniej. Zaspokojony i rozkochany do szaleństwa w usnąłem na fotelu. Tym razem telefon zadzwonił już o dziesiątej, ale domowy. Komórka dogorywała na podłodze, zalegając pod kawałkami własnej, rozbitej obudowy. - Co ty sobie myślisz? W a ze mną pogrywał nie będziesz. Jutro nie masz już po co przychodzić! – wrzasnął na starcie dyrektor. - Pierdol się. – odparłem i cisnąłem aparatem o podłogę. Kolejny symbol zerwania łączności ze światem. Czekałem na nią na przystanku, na którym ujrzałem ją po raz pierwszy. Przyszła. Późno było, po dziewiętnastej. U schyłku października robiło się o tej porze ciemno, ale przystanek był dobrze oświetlony. Nastałem się na nią jak debil, ponad trzy godziny. Smutna, cała w brązie. Tym razem miała stanik. Makijaż brudnozielony. Schowałem się za grupką skinheadów i obserwowałem ją z ukrycia. Ku mojemu zdziwieniu, oni też. - Heh, dzisiaj Monia trzyma cycki na wodzy. – zauważył najniższy z nich, po czym chrząknął głośno i splunął na tory tramwajowe. - Podobno Rafi ją olał, dzisiaj mieli się dymać u niego z rana i nie było go w pokoju. - Tym lepiej dla nas. Może w końcu jej i sobie dogodzimy. Uśmiechnęli się do niej znacząco, ale pokazała im język i poparła gest wyprostowaniem środkowego palca. Dobrze im tak, szczeniakom. Nadjechał tramwaj. Wsiedliśmy, ale do różnych wagonów. Pięć osobowości wylało się na jej przystanku z pojazdu. Ona, szukająca miłości młoda kobieta. Trzech ordynarnych skinów. Ja, pożądający, kochający i gotów dać ciepło. Szli kilkanaście metrów za nią, podśpiewując wesoło sprośne piosenki. Przyspieszyła kroku. Miało się na deszcz. Park był opustoszały. Ludzie pozamykali się w swych enklawach. Osiedla, na których sąsiad nie zna sąsiada. Żadnych relacji międzyludzkich poza „dzień dobry” powiedzianym w sklepie. Podbiegli do niej. Najodważniejszy objął ją w talii, gładząc biodro. Słyszałem pojedyncze słowa: „w domciu”, „bzykanko”, „ fajnie”. Mówili jej, że Rafał to frajer i pewnie znów ćpa w jakimś skłocie. Nie uległa. Doszliśmy pod jej drzwi. Chcieli wejść na jej klatkę, ale nie pozwalała. Szarpała się z jednym z nich, trzymającym klamkę i próbującym utorować drogę do jej mieszkania i łóżka. Tego było dla mnie za wiele. Z rozpędu docisnąłem jednego z nich do ściany; padł na ziemię zamroczony. W tym czasie ruszył na mnie drugi, ale buzujące we mnie testosteron i adrenalina dodały mi animuszu. Lewym prostym powaliłem sukinsyna i dobrałem się do ostatniego, trzymającego drzwi. Chwyciłem gada za głowę i z całej siły trzasnąłem o kant wierzei. Zjechał do parteru. Spojrzałem na nią. Wystraszona, nieomal ze łzami w oczach. - Nic ci nie jest? – spytałem troskliwie. W tym momencie nadjechał radiowóz. Widocznie ktoś wyrwał się ze swego małego świata i zawiadomił niebieskich, słysząc ich rumor już w parku.. Zawinęli skinów, podziękowali za wzorową obywatelską postawę i pojechali. Rozpadał się deszcz. - Może wejdzie pan na herbatę? – zaproponowała. - Chętnie. Proszę do mnie mówić Henryk. - A mi Jagoda. Nie wiem, jak ci dziękować. - Nie ma sprawy. Akurat szedłem do matki w odwiedziny. - Ach, to dlatego widziałam też pana przedwczoraj... Ale mieszka tu chyba od niedawna? - W zeszłym tygodniu się sprowadziła. Nie wiedzieć czemu, nie chciała do mnie, chociaż mam przyjemne mieszkanko i jestem cały dzień w pracy. Miałaby swoje małe królestwo. Weszliśmy do niej do domu. Zdjąłem buty i skorzystałem z toalety, podczas gdy ona udała się do pokoiku. Kawalerka kubek w kubek jak moja, tylko wystrój inny. Wyszedłem wprost na nią. Zmieniała brązowy sweterek na bluzkę z przedwczoraj. Była w staniku i spódniczce. Poczułem pulsowanie w skroniach, ale odebrała oznaki mego pożądania jako rumieńce zawstydzenia. - Och, przepraszam. – rzuciła szybko – Myślałam, że zdążę... Patrzyłem na nią jak urzeczony. Czerwony staniczek ledwie zakrywający sutki. Spore jak na jej filigranową budowę piersi rozpaliły we mnie żądze. Obudziły drzemiącego ogiera. Dopadłem do niej i wepchnąłem język w otwarte po zawieszeniu głosu usta, całując zachłannie. Odepchnęła mnie. - Co robisz?! Nie życzę sobie czegoś takiego. Zachowuj się, albo się pożegnamy. – zaoponowała. Zdenerwowała mnie jej odmowa. Do czego to dochodzi, to ja ją ratuję przed skinami, a ona tak mnie olewa. - Nie wyjdę. Jesteś moja. Rozumiesz? Kocham cię. Bóg nas dla siebie stworzył. Ty i ja. Oddaj mi się, nie masz wyjścia. Bezbrzeżne zdumienie w jej oczach i pierwsze łzy zaskoczyły mnie. Myślałem, że jestem dla niej kimś ważnym. - Nie wiem, co sobie ubzdurałeś, ale nie kocham się z facetami poznanymi kilka minut wcześniej. Proszę, wyjdź. Postąpiłem krok do przodu. Cofnęła się, ale napotkała plecami ścianę. Sięgnęła ręką ku leżącej na szafce na buty komórce. Byłem szybszy. Wykręciłem jej dłoń i naparłem na nią swym ciałem. Nasze usta znów się złączyły. Wolną dłonią zablokowałem drugą rękę Wisienki. Ugryzła mnie w wargę. Zirytowany oderwałem się od niej i wymierzyłem celny policzek zaróżowionej z wściekłości dziewczynie. - Widzę, że kręci cię niegrzeczna miłość. Dobrze, nie będę gorszy od ciebie. Objąłem jej uda i zaniosłem ją do pokoju. Uklęknąłem ciężko, rzucając ją na ziemię. Wpatrywałem się w leżącą, młodą i świeżą kobietę. Jagódka... prawie jak Wisienka. Poderwałem spódniczkę ukochanej. Ujrzałem brązowe pończochy przyczepione napiętymi tasiemkami do bawełnianego paska. Zmysłowa, erotyczna bielizna... Przypomniałem sobie, że tego dnia miała wstąpić do Rafała na małe co nieco. To tłumaczyło wszystko. Brązowe, koronkowe majteczki. Szparka od wzgórka do rowku między pośladkami. Idealne na szybki numerek. Wsunąłem trzy palce w otworek w figach. Dotknąłem delikatnie owłosionej muszelki. Jagodzia drgnęła. Wszedłem w nią. Świadcząca o dziewictwie błonka przepuściła tylko jeden palec. Reszta musiała obejść się smakiem. - Proszę, zostaw mnie! – krzyknęła i wybuchła niepohamowanym płaczem. Chciała mi się wyrwać, ale szybko przycisnąłem ją wolną ręką do szkarłatnego dywanu. - Nie chcesz mnie? Odrzucasz mężczyznę, który uratował cię od zgrai bandytów? - Doceniam to, ale nie chcę odpłacać się w ten sposób. Nie teraz. Nie wiesz, że na miłość trzeba zasłużyć? Zatkałem jej usta. Zawrzała we mnie krew. - Jesteś niewdzięczną suką, wiesz? Niejedna obciągnęłaby mi już w progu za to, co dla ciebie zrobiłem. W takim razie potraktuję cię jak sukę. Wyjąłem z niej dłoń i usiadłem na jej brzuchu niczym w siodle. Rozpiąłem i wyjąłem pasek ze szlufek, po czym zsunąłem spodnie i bokserki z bioder. Uwolniona męskość wystrzeliła pożądliwie w górę. Nim zdążyła zaprotestować, zarzuciłem sukienkę na jej brzuch, rozchyliłem nogi Jagódki i przytknąłem główkę do dziewiczej szparki. Położyłem dłonie na ramionach obiektu mych żądz. Schyliłem ku niej głowę. - Za chwilę staniesz się kobietą. Nie będziesz już suczką, a dorosłą suką. Moją suką. Wszedłem w nią, łamiąc wszelki opór. Ciasna i sucha szparka broniła się, ale przegrała z samczym pożądaniem. Krzyk rozprawiczonej studentki rozległ się w mieszkaniu. Po krótkiej rozgrzewce moje biodra zaczęły pracować w tempie nadawanym przez wieloletnią abstynencję. - Nie! Przestań! – powtarzała przy każdym pchnięciu. Łzy rozmazały makijaż. Wyglądała jeszcze piękniej. Zerwałem z niej stanik. Uwolnione, rozbujane półkule przykuły mój wzrok. Bordowe, małe i miękkie sutki otoczone były pomarszczonymi aureolkami. Biust falował przy każdym moim ruchu. Ugryzłem delikatną, jedwabiście gładką skórę. Wpiłem się zębami w miękkie jabłka miłości. Szczególną uwagę poświęciłem sutkom, które pomimo usilnych starań nie twardniały, nie pyszniły się swym pięknem, nie zdobiły najpiękniejszych piersi na Ziemi, nie zdradzały zwierzęcej żądzy, którą czuła do mnie, jak ja do niej. Jej suche wnętrze wciąż stawiało opór, ale i tak nie mogło wygrać z siłą mych lędźwi. Wiedziałem, że długo nie wytrzymam. Miałem ochotę pobawić się jeszcze ciałem mej nimfy, bogini seksu, rozdziewiczonej świątyni namiętności. Wyszedłem z niej i przewróciłem Jagódkę na brzuch. Chwyciłem pełne biodra, nasycając zmysły aksamitną skórą i ciepłem kobiecego ciała. Uniosłem w górę rozkoszny tyłeczek. Spomiędzy dwóch ściśniętych fałdek wystawały krawędzi różowych płatków. Znów naparłem na do niedawna niezdobytą redutę. Zakwiliła cicho. Moja kochana kobietka, już pożądała mej obecności w swym wnętrzu. Wszedłem cały. Moment zetknięcia się mojej moszny z jej łonem stał się symbolem jej całkowitego oddania naszej namiętności. Pochyliłem się do przodu, ujmując jej piersi w dłonie. - No, kochaniutka, stań ładnie na rączkach, zachowaj się jak dobra suczka i pozwól się przelecieć na pieska. – wyszeptałem wprost do schowanego w zwichrzonych włosach uszka. Pociągając nosem i pojękując wykonała polecenie. Przywarłem torsem do jej pleców i zacząłem posuwać moją samicę. Nieopisane przeżycie. Cofałem się tylko kilka centymetrów i z triumfem zwierałem znów swe biodra z pośladkami Jagody. Opuszkami kciuków i palców wskazujących ciskałem zimne sutki. Dyszałem wprost do jej ucha, opierając brodę na ramieniu mojej Wisienki. Taka czysta, taka dziewicza, niewinna, ciasna, zawstydzona... Zhańbiona? Zgwałcona? Nie! Kochana. Kochana w najpiękniejszy sposób. Swą bezbrzeżną miłość wlałem w najgłębsze zakamarki mego skarbu. Naparłem na nią z całych sił, aż poczułem wargi obejmujące nasadę mego członka i spocone, drgające pośladki na swym łonie. Przytłoczyłem ją swą miłością. Padła na twarz, zanosząc się płaczem. Opuściła biodra na dywan. Leżałem na niej z kurczącym się em w zalanej nasieniem szparce. Płacz za straconym dziewictwem, skażoną niewinnością... Przerywane spazmami jęki. Tak bardzo żałowała straconej świeżości, a mimo to przyjęła mnie i mą ofiarę złożoną wprost w nowo odkrytych zakątkach jej ciała... Zasnąłem wtulony w mą Wisienkę, Jagódkę, sukę, czy po prostu kobietę. Nie słyszałem dzwonka do drzwi. Ci sami funkcjonariusze, którzy odprowadzali skinów do radiowozu, tym razem skuli mnie nagiego i zawieźli na komisariat. Znęcali się nade mną. Skurwysyny. Tłumaczyłem im po stokroć, że ją kocham i należymy tylko do siebie, do nikogo innego. Nie słuchali, nie rozumieli. Sąd też nie rozumiał. Psycholodzy też nie zrozumieli. Nie nazwali mego uczucia miłością, lecz upośledzeniem emocjonalnym. Dziesięć lat... Pięćdziesiątka zastanie mnie w czasie odsiadki. Trudno. Sapanie Józka i spazmy jego a odczuwane przez moje zwieracze informowały, że zbliża się koniec. Ciepły płyn zmieszał się z fekaliami w mej miednicy. Zadowolony facet poklepał mnie po plecach, klepnął w pośladek i pozwolił położyć się do łóżka. Jeszcze tylko dwa miesiące... A potem znów się spotkamy i będzie nam lepiej, niż kiedykolwiek innym zakochanym. --- --- --- --- --- Posłowie: Nie spodziewam się docenienia tego opowiadania, ale chęć napisania go siedziała we mnie od wielu tygodni i postanowiłem dać upust najbardziej chorym wyobrażeniom, jakie mogą powstać w głowie mężczyzny.
Strona główna